wtorek, 22 lipca 2014

Witraże

Strudzony mękami życia.
Zmęczony rokiem picia.
Z napuchniętą mordą
z kumplem mym
najlepszym witając się,
tak z mą wódką...

W szaleńczo szarym świecie
Czy to w zimie, też w lecie.
Upadajac w  szczątkach wiary.
Widząc jedynie bezlitośnie
krwawiące rany.
Tu dostałem wpierdol,
tam przywitałem się z ulicą.
Jedząc resztki zamieszkały pod
psią piwnicą.
Nie widząc problemu
Przechlałem mego syna
pierworodnego...

Dziś leżę tu w prosektorium,
zastanawiając się co to za montstrum...
W grudniu mrozem nietknięty
Przy odwiedzinach w tydzień następny,
w mieście kamieni i świec.
Zupełnie przez rodzinę pominięty.
Za płynem tym już nie tęsknię.
W piekle me miejsce.
Pełen pogardy i żalu
Zabiłem siebie.
Człowieka, jakim niegdyś byłem...
Dla tego całego pieprzonego alkoholu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz