barwnych jak wiosenna jutrzenka,
przerosły godne oczekiwania
miłości nastałe, blakłe.
Płci przeciwna jasna i rosła w oczekiwaniach,
butelki trunku padły w blasku księżyca.
Rosły niespełnione,
godne następnego jutra.
Pobladłe twarze spoglądają na wszystko w okół,
Choć jutrzenka trwa w nalepsze,kosze.
niesprawiedliwy Bóg karze myślą,
sumieniem,
by pamietać o tch, których uczucie uplotło,
jak wiklinowe kosze.
Majowe słońce, wybrało nie odpowiednie słońce
by świecić w najlepsze,
blaski świata kochać chcą wszystko różne,
ale zostaje tylko Ona.
Ta niesprawiedliwa, która ryknie
przed skazanym,
przed prawdy mijającym osobnikiem.
Choć bije północ przy tronie swym
sięga każdego,
Przerosła chwila nad treścią,
Przeniosła swą moc galaktyczną,
wśród świtów i blasków
wśród zmierzchow i mroków.
Gdzie godząc to co nie uniknione,
a to co nie przeminie,
wśrod nieznanych słów,
których brakło.
Umrzeć pozostało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz